czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział I

Rozdział I


 Przemierzałam ulice wioski w dość szybkim tempie, byłam zbyt zmęczona na skakanie po dachach czego bardzo żałowała. Ludzie na ulicach kłaniali mi się, gratulowali, a nie kiedy byli na tyle bezczelni żeby pytać o potwierdzenie plotek jakie usłyszeli od innych mieszkańców. Kipiała ze mnie złość, na całe szczęście miałam na sobie maskę, która zakrywała wszystkie emocje.
 Odgarnęłam  swoje czarne włosy, które były moim znakiem rozpoznawalnym w wiosce. Dłuższe włosy ode mnie miała jedynie Ino Yamanaka, była to różnica zaledwie kilku centymetrów.
 Stanęłam przed drzwiami swojego domu, był niewielki na przedmieściach wioski. Przed nim był niewielki ogródek gdzie było zasadzonych kilka kwiatów, za życia moja matka bardzo dbała o ogród. Niestety ja nie mam na to czasu, jako kapitan ANBU, albo nie ma mnie w wiosce, albo cały dzień tonę w papierach dla Hokage.
Pociągnęłam cichutko za drzwi domu, doskonale wiedziałam że nie były zamknięte. Bezszelestnie przemknęłam przez salon aż do schodów po których przeskakiwałam bez dźwięku. Spodziewałam się że Ren jeszcze śpi, bo drzwi od sypialni były zamknięte. Uśmiechnęłam się gdy wyobraziłam sobie jego minę gdy zobaczy że wróciłam wcześniej do domu. Wzięłam głębszy oddech naciskając na klamkę i wchodząc do środka.
- Kit! Zaczekaj! Proszę daj mi wyjaśnić! – Biegł za mną. Nie zatrzymywałam się nie miałam ochoty, sama nie wiedziałam czy byłam wściekła, załamana czy smutna, na pewno czuła się samotna po raz kolejny w życiu. Łzy spływały po moich policzkach, nie chciałam go oglądać.
- Kit, zatrzymają się! Kocham Cię słyszysz?! – Stanęłam nagle tak że prawie wpadła na moje plecy. Zagryzłam dolną wargę, a dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. To przelało czarę goryczy w moim sercu, które pękło po raz kolejny tylko tym razem nieodwracalnie.
Odwróciłam się napięcie, a moja pięść idealnie trafiła w jego policzek tak że stracił przytomność. Wieczór odgonił mieszkańców od tej sceny, zapewne większość z nich spędzała ten wieczór tak jak ja powinnam – z ukochanymi osobami w ciepłym domu.
Poczułam jak zimny wiatr rozwiewa moje włosy, wolnym ruchem zsunęłam z twarzy maskę. Podeszłam do niego zadając kolejny cios, którego się nie spodziewał, a co za tym idzie nie uniknął. Widziałam jak krew ścieka mu z kącika ust, jeszcze godzinę temu ten widok by mną wstrząsnął, ale teraz napawał mnie zadowoleniem i satysfakcją. Kopnęłam go w brzuch, tak że kaszlnął krwią na ziemię.
- Mówisz że mnie kochasz? Godzinne temu kochałeś się z inną, ona pewnie usłyszała również te słowa z twoich kłamliwych ust czyż nie? – Wyjęłam z kabury swój kunai kucając obok niego i gładząc jego skórę na policzku rozcinając ją
- Kit, proszę Cię uspokój się wróćmy do domu, wynagrodzę Ci to! Obiecuje – Zaśmiałam się, żałosne skamlał przed śmiercią niczym pies  i to za niego miałam wyjść. Czułam się jakby dwie polowy mnie toczyły ze sobą wojnę debatując między sobą co z nim zrobić, ta lepsza mówiła że go kochałam i nadal kocham i pomimo że zranił mnie tak jak wcześniejszy mężczyzna powinnam odpuścić i odejść, ta druga głośno krzyczała żeby nie wybaczać zdrady kolejny raz żeby  odegrać się za tą oraz wcześniejsza.
Uśmiechnęłam się szatańsko w jego stronę wstając z ziemi i wymierzając mu kolejnego kopa w brzuch, a potem jeszcze jednego. Żałosne. Spojrzałam z pogardą na zwijającego się z bólu brązowowłosego chłopaka.

- Nie zabiję Cię, jeszcze nie dzisiaj – Szepnęłam wsuwając na twarz z powrotem maskę i chowając nóż. Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie po czym zniknęłam w kłębie szarego dymu, dopiero teraz poczułam prawdziwe zimno, ale nie takie  na skórze, a to w środku nazywane pustką. Szybko przemknęłam przez bramę widząc jak strażnicy śpią, nie wiedziałam gdzie biegnę chciałam być po prostu jak najdalej od miejsca, które przynosiło mi same cierpienie.  Zerknęłam za siebie, żegnaj wiosko, kiedyś wyrównamy rachunki. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz