Rozdział I
Przemierzałam ulice
wioski w dość szybkim tempie, byłam zbyt zmęczona na skakanie po dachach czego
bardzo żałowała. Ludzie na ulicach kłaniali mi się, gratulowali, a nie kiedy
byli na tyle bezczelni żeby pytać o potwierdzenie plotek jakie usłyszeli od
innych mieszkańców. Kipiała ze mnie złość, na całe szczęście miałam na sobie
maskę, która zakrywała wszystkie emocje.
Odgarnęłam swoje czarne włosy, które były moim znakiem
rozpoznawalnym w wiosce. Dłuższe włosy ode mnie miała jedynie Ino Yamanaka,
była to różnica zaledwie kilku centymetrów.
Stanęłam przed
drzwiami swojego domu, był niewielki na przedmieściach wioski. Przed nim był
niewielki ogródek gdzie było zasadzonych kilka kwiatów, za życia moja matka
bardzo dbała o ogród. Niestety ja nie mam na to czasu, jako kapitan ANBU, albo
nie ma mnie w wiosce, albo cały dzień tonę w papierach dla Hokage.
Pociągnęłam cichutko za drzwi domu, doskonale wiedziałam że
nie były zamknięte. Bezszelestnie przemknęłam przez salon aż do schodów po
których przeskakiwałam bez dźwięku. Spodziewałam się że Ren jeszcze śpi, bo
drzwi od sypialni były zamknięte. Uśmiechnęłam się gdy wyobraziłam sobie jego
minę gdy zobaczy że wróciłam wcześniej do domu. Wzięłam głębszy oddech
naciskając na klamkę i wchodząc do środka.
- Kit! Zaczekaj! Proszę daj mi wyjaśnić! – Biegł za mną.
Nie zatrzymywałam się nie miałam ochoty, sama nie wiedziałam czy byłam
wściekła, załamana czy smutna, na pewno czuła się samotna po raz kolejny w
życiu. Łzy spływały po moich policzkach, nie chciałam go oglądać.
- Kit, zatrzymają się! Kocham Cię słyszysz?! – Stanęłam
nagle tak że prawie wpadła na moje plecy. Zagryzłam dolną wargę, a dłonie
automatycznie zacisnęły się w pięści. To przelało czarę goryczy w moim sercu,
które pękło po raz kolejny tylko tym razem nieodwracalnie.
Odwróciłam się napięcie, a moja pięść idealnie trafiła w
jego policzek tak że stracił przytomność. Wieczór odgonił mieszkańców od tej
sceny, zapewne większość z nich spędzała ten wieczór tak jak ja powinnam – z
ukochanymi osobami w ciepłym domu.
Poczułam jak zimny wiatr rozwiewa moje włosy, wolnym ruchem
zsunęłam z twarzy maskę. Podeszłam do niego zadając kolejny cios, którego się
nie spodziewał, a co za tym idzie nie uniknął. Widziałam jak krew ścieka mu z
kącika ust, jeszcze godzinę temu ten widok by mną wstrząsnął, ale teraz napawał
mnie zadowoleniem i satysfakcją. Kopnęłam go w brzuch, tak że kaszlnął krwią na
ziemię.
- Mówisz że mnie kochasz? Godzinne temu kochałeś się z inną,
ona pewnie usłyszała również te słowa z twoich kłamliwych ust czyż nie? –
Wyjęłam z kabury swój kunai kucając obok niego i gładząc jego skórę na policzku
rozcinając ją
- Kit, proszę Cię uspokój się wróćmy do domu, wynagrodzę
Ci to! Obiecuje – Zaśmiałam się, żałosne skamlał przed śmiercią niczym
pies i to za niego miałam wyjść. Czułam
się jakby dwie polowy mnie toczyły ze sobą wojnę debatując między sobą co z nim
zrobić, ta lepsza mówiła że go kochałam i nadal kocham i pomimo że zranił mnie
tak jak wcześniejszy mężczyzna powinnam odpuścić i odejść, ta druga głośno
krzyczała żeby nie wybaczać zdrady kolejny raz żeby odegrać się za tą oraz wcześniejsza.
Uśmiechnęłam się szatańsko w jego stronę wstając z ziemi i
wymierzając mu kolejnego kopa w brzuch, a potem jeszcze jednego. Żałosne.
Spojrzałam z pogardą na zwijającego się z bólu brązowowłosego chłopaka.
- Nie zabiję Cię, jeszcze nie dzisiaj – Szepnęłam wsuwając
na twarz z powrotem maskę i chowając nóż. Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie po
czym zniknęłam w kłębie szarego dymu, dopiero teraz poczułam prawdziwe zimno,
ale nie takie na skórze, a to w środku
nazywane pustką. Szybko przemknęłam przez bramę widząc jak strażnicy śpią, nie
wiedziałam gdzie biegnę chciałam być po prostu jak najdalej od miejsca, które
przynosiło mi same cierpienie. Zerknęłam
za siebie, żegnaj wiosko, kiedyś wyrównamy rachunki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz