niedziela, 16 marca 2014

Rozdział V




Po poznaniu całej tej gromady dziwaków ten mały karzeł zaprowadził mnie do mojego pokoju. W sumie to  można powiedzieć że zapamiętałam te trasę.
- Zdejmuj spodnie - Spojrzałam na mężczyznę po czym prychnęłam lekceważąco. On serio myśli że się przy nim rozbiore?
- Nie mam czasu, zdejmuj te spodnie i siadaj. Zmienie Ci opatrunek.. - Dodał nieco poirytowany widząc mój wzrok. Westchnęłam ciężko, ale zdjęłam spodnie do kolan. Zerknełam w stronę chłopaka, ale zobaczyłam jedynie pustą skorupę,  rozejrzałam się po pokoju i dopiero dostrzegłam mężczyznę o kamiennej twarzy, czerwonych włosach i cudownie orzechowych oczach. Wyglądał na mlodego.
 Sasori zajął mi opatrunek, podleczył noge chakrą, a pozniej znów związał w bandaże. Musiałam przyznać że był przy tym niezwykle delikatny.
- Dziękuję - Szepnęłam gdy już miałam na sobie spodniem, ale on nic nie odpowiedział tylko znów schował sie do swojej kukiełki.
-Chodź pokażę Ci gdzie jest kuchnia -Nie czekając na mnie wyszedł z pokoju,  nie ma co jest milusi. Westchnęłam, ale poszłam za nim.
 Szliśmy licznymi korytarzami, starałam się zapamiętać drogę,  ale na marne. Czerwono włosy za to nie odezwał sie ani słowem przez całą drogę, może to i lepiej.
Mężczyzna zatrzymał sie pod drzwiami z tabliczką "kuchnia". Wszedł do środka, a ja zaraz za nim. Po przekroczeniu progu stanęłam jak wryta, czy normalne było to ze wielka ryba przypominająca człowieka robi sobie kanapki?
- Ty pewnie jestes Kitsune, nowa w organizacji? - Nie bardzo wiedziałam co mu odpowiedzieć ponieważ jego szeroki uśmiech wydawał się przyjazny, ale spiłowane zęby nie dawaly tego wrażenia.  Odważyłam się jedynie na skinięcie głową .
-Wiedzę że nie jesteś zbyt rozmowna, jestem Kisame. Nie widzieliśmy się wcześniej,  bo dopiero wróciłem z misji, masz ochotę na kanapki? -Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo już siedziałam przy stole z talerzem kanapek.
-Dzięki, ale nie musiałeś -Dopiero doszło do mnie że w kuchni jesteśmy sami.
- To prawda, ale chciałem.  Smacznego -Oboje zajęliśmy się jedzeniem.
 Siedziałam w kuchni z Kisame jeszcze trochę gadając o różnych rzeczach,  z na koniec postanowił mnie odprowadzić do pokoju, bo jak sie okazało mieszkał obok mnie.
Resztę dnia spędziłam w pokoju na nudzeniu się aż nie zasnęła.

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział IV

Siedziałam na łóżku machając nogami w powietrzu oraz czekając na Peina. Zdążyłam się wykapać, umyć zęby oraz uważnie zwiedzając pokój. Musiałam przyznać że ktoś miał dobry pomysł na urządzenie go, czarne ściany oraz wielkie kwiaty wiśni narysowane na nich, hebanowy komplet mebli, duże okno z czarnymi zasłonami i wielkie dwuosobowe łóżko z pościelą w różowe kwiaty. Byłam zdziwiona ponieważ łazienkę miałam w pokoju i to z całym wyposażeniem typu szczoteczka do zębów, włosów, kosmetykami, kremami oraz płynami, a nawet z kompletem ręczników oraz dywaników. Satysfakcjonowało mnie to że miałam wannę oraz prysznic. Cala łazienka była w jasno różowym odcieniu coś jak kolor łososiowy z czarnymi dodatkami.
Nie małym zaskoczeniem było również to że w szafie miałam mnóstwo nowych ubrań i to w odpowiednich rozmiarach.
 Ubrałam się długie dżinsowe spodnie, białą bluzkę na ramiączka oraz luźny szary sweter na nogi założyłam znalezione na dnie szafy szare Emu. Zrobiłam delikatny, ale widoczny makijaż, włosy związałam w wysokiego kucyka i usiadłam na łóżku czekając na Peina.
 Usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - Powiedziałam niepewnie, ale uspokoiłam się gdy w progu zobaczyłam rudowłosego.
- Ładnie wyglądasz, mam nadzieje że pokój oraz ubrania Ci się podobają. Konan go zaprojektowała oraz poszła na zakupy
- Muszę jej podziękować, trafiła idealnie w mój gust - Mężczyzna skinął głową po czym wyszliśmy z pokoju. Rudy doradził mi że gdy będę chodziła na misje lepiej będzie jak pokój będę zamykała na klucz, bo rzadko, ale zdarza się że Tobi ( Kimkolwiek on jest) wchodzi bez pozwolenia.
 Doszliśmy do wielkich drzwi z różnymi zdobieniami, miały one dwa skrzydła i robiły spore wrażenie. Pein otworzył jedne z nich puszczając mnie przodem, nie wiem czemu, ale czułam stres jednak weszłam do środka z dumą.
Wszystkie rozmowy ucichły, a spojrzenia przeniosły się na mnie i lidera. Zmierzyłam wszystkich zgromadzonych zdziwionym spojrzeniem, wyglądali jak banda popaprańców, a nie morderców.
- A więc tak, przedstawiam wam naszego nowego członka. Kitsune Waru,  były kapitan ANBU z Konohy, jest ona takim samym członkiem jak wy, a więc włos ma jej z głowy nie spaść jasne? - Wszyscy skinęli głowami w jego stronę, czułam się dziwnie stojąc na przeciwko nich.
- Muszę jakoś rozbić pary oraz przydzielić jej trenera, ale to dopiero za kilka dni, na razie misje wykonujecie w starym składzie, a teraz przedstawcie się jej. Później Sasori odprowadzi cię z powrotem do pokoju i zbada twoją nogę, ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia - Ogarnęła mnie panika gdy lider zniknął, ale okazało się że nie potrzebnie.
- Jestem Sasori z Czerwonego Piasku - Pierwszą osobą, która do mnie podeszła był karzeł z maską na ustach w płaszczu Akatsuki oraz szklanymi oczami. To on mnie zaatakował tamtej nocy, a właściwie jego ogon który wlókł się za nim, nie wyglądał na rozmownego oraz miłego gościa.
- Ja jestem Deidara z Iwa-gakure - Stałam przed blondynem o cudownie niebieskich oczach oraz delikatnych rysach twarzy, jego wygląd zmuszał mnie do zastanowienia się czy to kobieta, jednak jedyną w organizacji była ta cala Konan więc on musiał być mężczyzną i to bardzo przystojnym.
- Hidan - Moja dłoń uniosła się do góry i została całowana przez jakiegoś gościa w szarych, żelowanych i zaczesanych do tylu włosach i chodź miał ładne oczy o liliowym kolorze jego wzrok nie podobał mi się. Czułam się jakby rozbierał mnie wzrokiem, szybko wyrwałam swoją rękę. Ciarki przebiegły mi po plecach i to wcale nie z przyjemności.
- Kakuzu - Typ o zielonych oczach, twarzy zasłoniętej maską oraz nieprzyjemnym glosie. Wyminął mnie od razu opuszczając pomieszczenie. Gbur.
- Zetsu - Moje oczy zrobiły się większe gdy spod ziemi wyłoniła się wielka muchołówka mająca w środku coś jakby człowieka z dwiema połowami, czarna i białą oraz przeraźliwie żółtych ślepiach. Przełknęłam ślinę skinając w jego stronę głową, a on znów zapadł się pod ziemie. To było strasznie dziwne.
Poczułam nagle jak lecę na ziemie, byłam zbyt zdezorientowana żeby załapać równowagę. Z hukiem wylądowałam na ziemi, a ktoś razem ze mną. Syknęłam z bólu, moja noga przez tego karła była jeszcze mocno poharatana.
- Złaź z niej idiotoo - Krzyk tego blondyna wypełnił pomieszczenie, poczułam jak ciężar, który na mnie leżał znika. Wstałam lekko zdezorientowana z ziemi i otrzepałam spodnie.
- Tobi, przeprasza. Tobi nie chciał, on chciał się tylko przywitać z Kitsune-sama. Tobi is good boy! - Przede mną stał chłopak, nie wróć mężczyzna wyższy ode mnie o głowę, krótkich czarnych włosach i z pomarańczową maską  na twarzy z otworem na jedno oko. Spojrzałam na niego zdezorientowana mogło się wydawać że ma koło trzydziestu lat, a zachowywał się na około pięć.
- W porządku mi też jest miło Cię poznać - Nie potrzebnie się odzywałam, bo znów byłam przez niego przytulana, a do ucha krzyczał mi " JUPI! Tobi ma nową przyjaciółkę Kitsune-sama! Tobi is good boy!"
Dziwna ta organizacja, muszę uważać na nich wszystkich, każdy jest na swój sposób niebezpieczny, a szczególności ten gość z maską. Czuję że coś ukrywa, jednak póki co jedyną jego mocą jest przytulanie kogoś na śmierć..

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział III


 Skrzypnięcie, coś jakby drzwi, kroki i czyjeś głosy. Nie słyszałam co mówili, bo były bardzo nie wyraźne. Czułam jak środek, którym mnie zaatakowano jest jeszcze w moim krwiobiegu, więc nie próbowałam nawet ruszyć czymkolwiek, bo sprawiłoby to jeszcze większy ból.
- Wiem że nie śpisz - Męski, donośny głoś tym razem był wyraźny i to tuż przy mojej głowie. Nie było sensu udawać skoro i tak znał już prawdę, otworzyłam oczy mrugając kilka razy powiekami, by wyostrzyć obraz.
Leżałam w pościeli na łóżku nie mogąc nawet przekręcić głowy, jedyne co widziałam to sufit.
- Gdzie jestem i ile byłam nieprzytomna? - Spróbowałam cokolwiek powiedzieć i ku mojemu zaskoczeniu udało mi się. Poczułam jak łóżko po lewej stronie zapada się delikatnie, a w polu mojego widzenia pojawił się mężczyzna o rudych włosach, miał dużo kolczyków na całej twarzy oraz dziwne oczy. Szare z owalnymi kółkami od źrenicy. Dziwny typ, przebiegło przez mój umysł.
- Deidara zostaw nas samych - Ktoś wstał i ruszył w stronę drzwi, zdążyłam zauważyć jedynie kosmyk długich blond włosów, a więc to on mnie wtedy tu przyniósł.
- Zacznijmy od początku, nazywam się Pein, dla Ciebie Lider..
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie - Jak zawsze moja opryskliwość wzięła górę nad rozsądkiem.
- Jesteś pyskata, a w tym miejscu gdzie jesteśmy może się to dla Ciebie źle skończyć, a więc słuchaj i nie przerywaj mi. Zostałaś zaatakowana przez moich ludzi, we krwi masz jeszcze resztkę trucizny paraliżującej. Byłaś nieprzytomna od około czterech dni co i tak jest godne podziwu, bo ta trucizna potrafi trzymać człowieka w uśpieniu do miesiąca, a czasem nawet wywołać śmierć.. Wracając do rzeczy, obecnie znajdujesz się w jednej z kryjówek Akatsuki. Sprowadziłem Cię tu z nadzieją że zgodzisz się zostać nowym członkiem naszej organizacji, wiele słyszałem o twoich samotnych osiągnięciach po odejściu z wioski.. - Słuchałam go uważnie zastanawiając się jaki sens, by miało wstąpienie do tej organizacji.
- A jeśli się nie zgodzę?
- Zginiesz. Do organizacji wchodzi się raz, wyjść można jedynie martwym - Przełknęłam głośno ślinę, nie to żebym się bała śmierci, bo nie raz się już z nią zetknęłam. Patrząc na tą całą sytuację miałabym gdzie mieszkać i to na stałe, co jeść, ale z drugiej strony w tej organizacji są prawie sami mężczyźni, a po tamtych wydarzeniach miałam dość mężczyzn do końca życia.
- Zgadam się i tak nie mam nic co, by mnie powstrzymywało przed decyzją - Chciałam zacisnąć dłoń na prześcieradle jednak udało mi się ruszyć tylko koniuszkami palców co było nawet dobrym znakiem, trucizna niedługo przestanie działać.
- Cieszy mnie twoja odpowiedź, szczerze spodziewałem się że włączenie Cię w nasze szeregi będzie dużo trudniejsze, jednak nie było tak źle..
- Gdybym nie odwołała ślubu dostałbyś co najwyżej moje ciało.. - szepnęłam, chodź to był błąd, bo przed oczyma ukazał mi się tamten wieczór. Ucieczka z wioski, zaatakowanie Rena, to był drugi najgorszy wieczór mojego życia.
- Wyrazy współczucia, wieść o ślubie przynieśli mi nawet moi podwładni oraz szpiedzy. Nie zaprzeczam jednak że było mi to bardzo na rękę - Zacisnęłam zęby, ten temat był dla mnie bardzo drażliwy do tej pory. Podróżując od wioski do wioski za nowymi zleceniami nie raz słyszałam od przechodniów jak mówili o tym że największa z uroczystości tego roku w Konoha została odwołana, a panna młoda uciekła prawie spod ołtarza. Jedną osobę nawet za to zabiłam, czego mocno żałowałam, ale zasłużył sobie na to.
- Zostawię Cię samą, prześpij się jeszcze kilka godzin, a rano przyjdę po Ciebie żebyś poznała resztę organizacji - Jego poważna do tej pory twarz złagodniała, wzrok stał się bardziej czuły. Naciągną moją kołdrę jeszcze wyżej i dokładnie mnie nią nakrył, poczułam przyjemne ciepło. Jednak nie mogłam zapominać kim był ten człowiek, przebiegłym i doskonale wyszkolonym mordercą tak jak ja umiał grać pozorami i robić ludziom doskonałe złudzenie rzeczywistości. Zaśmiałam się w myślach gdy tylko opuścił pomieszczenie ostatnio we wszystkim szukam podstępów i miałam rację jak do tej pory.
 Leżałam jeszcze długo oglądając dokładnie sufit, tak jakby była tam odpowiedź jak dalej żyć. Niestety nie znalazłam jej, a jedyny wniosek do jakiego doszłam to ten że niewygodnie się śpi przez kilka dni w jednej pozycji. Zmęczona zamknęłam oczy, a kilka minut później nadszedł długo oczekiwany przeze mnie sen. 

Rozdział II


Siedziałam w jakimś barze w wiosce chmury, miałam dobre miejsce, bo przy samym barze.
- Poproszę jeszcze raz sake - Barman od razu podał mi to co chciałam. Od ponad czterech miesięcy siedzę albo w różnych hotelach, albo barach pijąc alkohol i paląc papierosy.
 Zmierzyłam wzrokiem każdego z klientów, kilku pijaków, dwóch biznesmenów, którzy podejrzewam że sami nie wiedzą co robią w takim miejscu jak te, kilka dziewczyn pragnących wyrwać jakiegoś faceta z dużym zasobem gotówki oraz ja czekająca na jedną osobę. Westchnęłam załamana, jak były dowódca ANBU mógł się tak stoczyć? Byłam najniebezpieczniejszą kobietą w całym kraju Ognia, ludzie szanowali mnie oraz bali się gdy tylko słyszeli moje imię, wszystkie misje na których byłam były sukcesem dzięki mnie, a teraz?
Siedzę i pije kolejny kieliszek sake w jakimś zapyziałym barze czekając na kolejne zlecenie. Po opuszczeniu wioski musiałam jakoś przeżyć, a skoro umiałam tylko zabijać stałam się płatnym mordercą. Oczywiście jestem już poszukiwana przez wszystkie wioski, Hokage próbowała namówić mnie do powrotu jednak postanowiłam że wioska to już przeszłość. Wiedziałam również że już od miesiąca figuruje na kartkach księgi Bingo, zbiorze najbardziej niebezpiecznych i poszukiwanych przestępców.
Drzwi od baru otworzyły się wpuszczając do środka nieprzyjemny chłód, w końcu był już wrzesień. Nie odwracałam głowy jedynie wzrok, by dostrzec zarys przybysza. Tak jak myślałam była to osoba na którą czekałam, odsunął krzesło siadając tuż obok mnie. Nie powiem że byłam zadowolona biorąc kolejne zlecenie, jednak zaproponował satysfakcjonującą cenę.
- Rozumiem że Kitsune Waru? - Zerknęłam na niego po czym powolnym ruchem podniosłam kieliszek do ust, szybko wlałam jego całą zwartość nawet się nie krzywiąc.
- To jak się nazywam nie jest  istotne, istotne jest to czego ode mnie oczekujesz - Machnęłam ręką w stronę barmana, który bez słowa dolał mi kolejną sake. Czułam na sobie zdziwiony wzrok mężczyzny siedzącego obok mnie jednak olałam to wypijając kolejny kieliszek w sumie nawet nie widziałam jak on wygląda, twarz zasłaniał mu kaptur od czarnego płaszcza sięgającego aż do kostek. Na moje szczęście byłam podobnie ubrana więc on też nie widział mojej twarzy.
- To nie jest miejsce, by rozmawiać na takie tematy, proponuje takie gdzie będzie mniej ludzi, co ty na to? - Zmarszczyłam brwi może to jakiś podstęp? Nie, na pewno nie..
- Chodźmy zatem - Rzuciłam pieniądze na bar szybko wchodząc z lokalu, a mój towarzysz ruszył za mną.

 Szliśmy kilka minut. Ledwo co widziałam go w ciemności, bo to on prowadził. Dochodziła druga w nocy, a do tego nie było dziś pełni więc obraz był zmazany przez mrok, chodź może przyczyniło się do tego też wypite sake?
- Już. Tu nikogo nie ma - Zatrzymałam się widząc jak próbuje mnie prowadzić w dalsze ulice miasta, nie jestem głupia i nie dam się nabrać. Zatrzymał się i odwrócił wolno w moją stronę.
- Skoro tego chcesz możemy załatwić to również tu.. - Nie zdążyłam przeanalizować tego co powiedział gdy poczułam jak coś metalowego przecięło moje udo. Jęknęłam upadając na ziemię. Ledwo co widziałam na oczy, ale dostrzegłam coś jakby metalowy ogon przed swoją twarzą. Dałam się złapać w pułapkę!
Widziałam jak z czubka spływa jakaś ciecz, moja krew zmieszana z jakąś trucizną. Pięknie, zatruli mnie jeszcze. Oczy powoli mi się zamykały, a świadomość odpływała.
Zobaczyłam jak ktoś klęka nade mną, nie miał już kaptura. Widziałam jego długie blond włosy oraz jasno niebieskie oczy, nie byłam tego pewna, bo dość szybko znikał z mojego pola widzenia.
- Spokojnie, nic Ci nie będzie. Trucizna sparaliżuje cię tylko na kilka dni..- Mówił coś jeszcze, ale słowa do mnie nie docierały. Próbowałam się szarpać, podnieść, ale nic z tego byłam sparaliżowana. Jęknęłam cicho w przypływie paniki.
Około minuty później byłam już nieprzytomna.

Rozdział I

Rozdział I


 Przemierzałam ulice wioski w dość szybkim tempie, byłam zbyt zmęczona na skakanie po dachach czego bardzo żałowała. Ludzie na ulicach kłaniali mi się, gratulowali, a nie kiedy byli na tyle bezczelni żeby pytać o potwierdzenie plotek jakie usłyszeli od innych mieszkańców. Kipiała ze mnie złość, na całe szczęście miałam na sobie maskę, która zakrywała wszystkie emocje.
 Odgarnęłam  swoje czarne włosy, które były moim znakiem rozpoznawalnym w wiosce. Dłuższe włosy ode mnie miała jedynie Ino Yamanaka, była to różnica zaledwie kilku centymetrów.
 Stanęłam przed drzwiami swojego domu, był niewielki na przedmieściach wioski. Przed nim był niewielki ogródek gdzie było zasadzonych kilka kwiatów, za życia moja matka bardzo dbała o ogród. Niestety ja nie mam na to czasu, jako kapitan ANBU, albo nie ma mnie w wiosce, albo cały dzień tonę w papierach dla Hokage.
Pociągnęłam cichutko za drzwi domu, doskonale wiedziałam że nie były zamknięte. Bezszelestnie przemknęłam przez salon aż do schodów po których przeskakiwałam bez dźwięku. Spodziewałam się że Ren jeszcze śpi, bo drzwi od sypialni były zamknięte. Uśmiechnęłam się gdy wyobraziłam sobie jego minę gdy zobaczy że wróciłam wcześniej do domu. Wzięłam głębszy oddech naciskając na klamkę i wchodząc do środka.
- Kit! Zaczekaj! Proszę daj mi wyjaśnić! – Biegł za mną. Nie zatrzymywałam się nie miałam ochoty, sama nie wiedziałam czy byłam wściekła, załamana czy smutna, na pewno czuła się samotna po raz kolejny w życiu. Łzy spływały po moich policzkach, nie chciałam go oglądać.
- Kit, zatrzymają się! Kocham Cię słyszysz?! – Stanęłam nagle tak że prawie wpadła na moje plecy. Zagryzłam dolną wargę, a dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. To przelało czarę goryczy w moim sercu, które pękło po raz kolejny tylko tym razem nieodwracalnie.
Odwróciłam się napięcie, a moja pięść idealnie trafiła w jego policzek tak że stracił przytomność. Wieczór odgonił mieszkańców od tej sceny, zapewne większość z nich spędzała ten wieczór tak jak ja powinnam – z ukochanymi osobami w ciepłym domu.
Poczułam jak zimny wiatr rozwiewa moje włosy, wolnym ruchem zsunęłam z twarzy maskę. Podeszłam do niego zadając kolejny cios, którego się nie spodziewał, a co za tym idzie nie uniknął. Widziałam jak krew ścieka mu z kącika ust, jeszcze godzinę temu ten widok by mną wstrząsnął, ale teraz napawał mnie zadowoleniem i satysfakcją. Kopnęłam go w brzuch, tak że kaszlnął krwią na ziemię.
- Mówisz że mnie kochasz? Godzinne temu kochałeś się z inną, ona pewnie usłyszała również te słowa z twoich kłamliwych ust czyż nie? – Wyjęłam z kabury swój kunai kucając obok niego i gładząc jego skórę na policzku rozcinając ją
- Kit, proszę Cię uspokój się wróćmy do domu, wynagrodzę Ci to! Obiecuje – Zaśmiałam się, żałosne skamlał przed śmiercią niczym pies  i to za niego miałam wyjść. Czułam się jakby dwie polowy mnie toczyły ze sobą wojnę debatując między sobą co z nim zrobić, ta lepsza mówiła że go kochałam i nadal kocham i pomimo że zranił mnie tak jak wcześniejszy mężczyzna powinnam odpuścić i odejść, ta druga głośno krzyczała żeby nie wybaczać zdrady kolejny raz żeby  odegrać się za tą oraz wcześniejsza.
Uśmiechnęłam się szatańsko w jego stronę wstając z ziemi i wymierzając mu kolejnego kopa w brzuch, a potem jeszcze jednego. Żałosne. Spojrzałam z pogardą na zwijającego się z bólu brązowowłosego chłopaka.

- Nie zabiję Cię, jeszcze nie dzisiaj – Szepnęłam wsuwając na twarz z powrotem maskę i chowając nóż. Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie po czym zniknęłam w kłębie szarego dymu, dopiero teraz poczułam prawdziwe zimno, ale nie takie  na skórze, a to w środku nazywane pustką. Szybko przemknęłam przez bramę widząc jak strażnicy śpią, nie wiedziałam gdzie biegnę chciałam być po prostu jak najdalej od miejsca, które przynosiło mi same cierpienie.  Zerknęłam za siebie, żegnaj wiosko, kiedyś wyrównamy rachunki. 

Prolog

Dom, w końcu w domu. Ta myśl przemknęła mi gdy tylko przekroczyłam mury wioski, legitymując się strażnikom. Ponad tydzień byłam na misji zleconej ANBU przez Hokage do której właśnie zmierzałam. Uśmiechnęłam się pod porcelanową maską, tydzień przerwy ze swoim ukochanym, dla zwykłego człowieka mało jednak dla zakochanej kobiety cała wieczność.
- Kit iść z tobą czy możemy się  już rozejść? – Na ziemie przywrócił mnie głos kolegi z drużyny.
- Nie, spokojnie dam radę możecie wracać do domów – Rzuciłam na odchodne zostawiając ich na ulicy wioski, chciałam jak najszybciej udać się do Tsunade i położyć się do łóżka obok swojego narzeczonego.
 Puk. Puk.
- Wejść! – Pchnęłam drzwi do przodu, wydały z siebie przerażający dźwięki. Musiałam przyznać że przez ten tydzień stęskniłam się nawet za tym gabinetem w okropnym odcieniu zieleni, masą dokumentów porozrzucanych po podłodze, wielkim biurkiem oraz olbrzymim oknem chycającym całą panoramę Konohy. Skłoniłam się w stronę kobiety siedzącej za biurkiem. W pewnym sensie stęskniłam się również za nią, jej twardym spojrzeniem orzechowych oczu, blond włosach uczesanych zawsze w dwa kucyki. Nawet jej największy biust w całej wiosce jak nie w kraju ognia nie wprawił mnie w kompleksy, oczywiście moje piersi wcale nie były małej jednak nie dorównywały jej.
- Jak misja Kitsune? – Ech no tak jedyna osoba w wiosce, która nie mówiła do mnie zdrobniale, w sumie jakoś mnie to nawet cieszyło że ktoś zna moje pełne imię.
- Nie było żadnych problemów, siostrzeniec Pana Feudalnego został z powodzeniem odeskortowany do Yuki-gakure. Nie napotkaliśmy żadnych problemów również w drodze powrotnej, no może po za tym że Neji przez panującą tam zimę przeziębił się dość poważnie..
- Szczerze, jestem pod wrażeniem. Spodziewałam się was dopiero wieczorem jak nie jutrzejszego poranka.
- Dziękuje za uznanie Hokage-sama, nie jesteśmy geninami nie potrzebujemy tak częstych postojów podczas misji. ANBU ma być przede wszystkim szybkie i skuteczne – Skłoniłam się kobiecie, a ta kiwnęła głową w moją stronę.
- Doceniam to dlatego ty i twoja drużyna otrzymacie trzy dni wolne od misji w ramach dodatkowego wynagrodzenia, każe ich powiadomić natychmiast. Ty w tym czasie wracaj do domu i zrób niespodziankę Renowi, spodziewa się ciebie dopiero o poranku – Zarumieniłam się delikatnie, ślub mój i Rena jest dużą sensacja w wiosce, żeby nie powiedzieć  plotką numer jeden.

- Arigato Hokage-sama – Skinęłam głową w stronę kobiety po czym opuściłam jej gabinet. Chciałam być jak najszybciej w domu. 

Witam!

Witam wszystkich na moim kolejnym blogu! Oczywiście kontynuuję wątek Akatsuki, mam nadzieje że będzie się wam podobać, będziecie często do mnie zaglądać oraz komentować. Jeśli coś wam będzie się nie podobało lub nie pasowało piszcie w komentarza, krytyka jest tak samo potrzebna jak pochwała co mam nadzieje też będziecie robić ;)

Życzę miłego czytania !!!